piątek, 30 września 2016

Wrześniowy magiel filmowy (trochę i sierpniowy)

Tak, może nie zauważyliście, ale w sierpniu nie ukazał się na blogu comiesięczny magiel filmowy. Przyczyna była prozaiczna - przepadłam w serialach i nauce do obrony, nie miałam czasu na filmy. Dlatego po połączeniu dwóch miesięcy mogę w końcu sklecić posta z krótkimi opiniami. Zaczynamy!

Papierowe miasta (2015)
Książkę czytałam lata temu i pamiętam, że to była pozycja spośród napisanych przez Johna Greena, która najmniej przypadła mi do gustu. Film niestety, jest moim zdaniem jeszcze gorszy.
Quentin (Nat Wolff) to młody chłopak, który właśnie kończy ostatnią klasę liceum. Podczas jednej nocy, niespodziewanie w jego oknie pojawia się Margo (Cara Delevingne), przyjaciółka z dzieciństwa i obiekt westchnień chłopaka.
Podchodząc do oglądania byłam pełna oczekiwań. Ekranizacja Gwiazd naszych wina wyszła naprawdę zacnie, więc tylko czekałam, żeby Papierowe miasta poszły jej śladem. Tak się jednak nie stało. Brakowało pomysłu na poprowadzenie tematu, reżyser trzymał się kurczowo oryginału, co poskutkowało poprawną, ale także mdłą historią o nastolatkach. Najbardziej w całości drażni postać Margo, za co nie boję się obwinić Cary Delevingne. Uważam ją za wspaniałą, ekscentryczną modelkę, jednak aktorka z niej żadna. Za każdym razem kiedy pojawiała się na ekranie przychodził z nią powiew sztuczności. Przez to sama pogoń Q i jego przyjaciół za Margo wydawała się bardziej groteskowa niż prawdziwa. Zawiodłam się.

Moja ocena: 4/10

Legion samobójców (2016)
Z tym filmem wiązałam spore nadzieje. Ogólnie lubię obrazy o superbohaterach, a w tym widziałam duży potencjał. Zgraja bad guys'ów, jako główni bohaterowie - co mogło pójść nie tak?
Grupa złoczyńców zostaje zwerbowana przez rząd. Żeby odkupić swoje liczne przewinienia mają stawić czoła niebezpieczeństwu zagrażającemu miastu.
Niestety od pierwszych minut filmu okazało się, że coś tam nie gra. Jedna z początkowych scen to ta, w której poznajemy bohaterów, a przeprowadzone to jest najbardziej banalnie jak mogło - pani Waller wyciąga teczkę każdego z nich i przedstawia ich historie. Banał. Na dodatek od razu widać o kim jest ten film. Niekoniecznie o GRUPIE, a bardziej o Deadshocie, Harley i ich kompanach. To te dwie postacie dostają najwięcej czasu ekranowego i tylko do nich możemy zapałać jakimś uczuciem. Will Smith wypadł w porządku, jednak został przyćmiony, tak jak cała reszta, przez cudowną Harley zagraną przez Margot Robbie! Nie spodziewałam się, że ta ślicznotka ma w sobie takie pokłady talentu. I tak naprawdę to ona ciągnęła cały film. No i przyjemna ścieżka dźwiękowa. Montażysta chyba był nietrzeźwy podczas pracy, a zagrania reżyserskie bardzo słabe (spowolnienie podczas ostatnich scen walki bolały). Dodam tylko: błagam Cara zrezygnuj z aktorstwa ;(

Moja ocena: 5/10

We Are Your Friends (2015)
Filmu nie miałam specjalnie w planach. Akurat pojawił się wśród nowości na Canal +, a ja potrzebowałam czegoś lekkiego dla rozluźnienia. Padło na niego.
Początkujący DJ (Zac Efron) marzy o zdobyciu sławy w świecie muzyki elektronicznej. W wyrwaniu się z przedmieść pomaga mu trójka przyjaciół.
Powiem szczerze, że od pierwszych minut film mnie zaskoczył. Widać było, że był tam plan, który reżyser stopniowo wypełniał. Niektóre ujęcia przypominały teledyski, idealnie utrzymany klimat muzyki elektronicznej, świetny montaż (i ta scena, w której bohaterowie zaczynają przypominać postacie z kreskówek!). Sprawia to, że fani tego gatunku muzycznego mogą być naprawdę zadowoleni z seansu. Mnie trochę tam zabrakło - przede wszystkim postacie poboczne po jakimś czasie zaczęły się rozmywać, brakowało zbudowania jakiegoś napięcia przed wielką bombą, no i Ratajkowski. Już chyba wiecie co myślę o modelkach parających się aktorstwem. Przyznam, że wypadła lepiej niż Cara w dwóch powyższych filmach, ale ja wciąż nie mogłam jej znieść. Ale dobrze wyglądała w teledyskowych sekwencjach, jak na modelkę przystało :P

Moja ocena: 6/10

Nieracjonalny mężczyzna (2015)
To, że Woody Allen zaczyna się wypalać wiemy nie od dziś. Przyznam, ze seans Śmietanki towarzyskiej wciąż przede mną, ale słyszałam bardzo różne opinie. Dziś jednak o wcześniejszym jego filmie.
Abe (Joaquin Phoenix) to profesor filozofii, walczący z nałogiem alkoholizmu. Właśnie zaczyna pracę na nowym uniwersytecie, gdzie poznaje intrygującą Jill (Emma Stone).
Jeżeli chodzi o charakter filmu to oczywiście wyczuwalny jest typowy dla Allena klimat. Mamy naturalnie mnóstwo dialogów, zaczynają się pojawiać uczucia między postaciami, są rozmowy na temat filozofii, moralności, zdrady, związków. Było kilka ciekawych momentów, ale ogólnie film mi się dłużył, do pewnego momentu. Kto oglądał ten wie, że nagle pojawia się dość osobliwy twist w historii i to on ratuje całą sytuację. Od tego zdarzenia oglądałam już z ciekawością, aż po pełne napięcia zakończenie. Emma Stone tym razem dała sobie radę (nie to co w Magii w blasku księżyca), a Phoenix genialny jak zawsze (chociaż brzuszek to mu zdecydowanie nie pasuje :P ). To wciąż nie jest film, który bym wszystkim poleciła, ale jak ktoś lubi Allena to warto, chociażby dla tego twistu w historii.

Moja ocena: 6/10

Fatalne zauroczenie (1987)
Czasami trafiam na filmy, które od lat wiszą na mojej liście „do obejrzenia”, a ja już nie pamiętam dlaczego w ogóle się tam znalazły. Jednak sukcesywnie, dzięki transmisjom telewizyjnym staram się je nadrabiać.
Dan (Michael Douglas) ma kochającą żonę i dziecko oraz satysfakcjonującą pracę. Na imprezie firmowej poznaje Alex (Glenn Close), która zaczyna go intrygować. Nawiązuje się między nimi romans.
Przyznam, że ostatnio oglądam bardzo dużo nowszych pozycji, więc naprawdę miło było wrócić do lat osiemdziesiątych. Na początku myślałam, że to film o miłości i zdradzie, który bardziej przywodzi na myśl lekką historię o trójce dorosłych i ich decyzjach. Okazało się, że możemy tutaj zobaczyć o wiele więcej. Bardzo ciekawie nakreślony charakter głównych bohaterów. Ogólnie całość ukazuje postać Alex jako czarny charakter, ale ja do końca byłam przeciwko męskiej postaci. Zastanawiało mnie jak mężczyzna, który ma tak ułożone życie mógłby myśleć o zdradzie. Film bardzo wciągający, rozwija się w ciekawą stronę. I nie można zapomnieć o cudownej obsadzie, na czele z Glenn Close, która idealnie zagrała chorą kobietę. Sama się jej momentalnie bałam.

Moja ocena: 7/10

Zodiak (2007)
 Jeden z najbardziej znanych filmów Davida Finchera, który na mojej liście jest od dawna i który bardzo dużo osób mi polecało. Nareszcie udało mi się nadrobić zaległości.
W San Francisco zaczyna grasować morderca, który po dokonaniu zbrodni zgłasza ją anonimowo na policję i pisze listy do gazet. Śledztwo prowadzi inspektor Toschi (Mark Ruffalo). Jednocześnie zagadkę starają się rozwikłać pracownicy gazety - Paul Avery (Robert Downey Jr) i Robert Graysmith (Jake Gyllenhaal).
Już patrząc na samą obsadę i osobę odpowiedzialną za reżyserię możemy spodziewać się dobrego thrillera/kryminału. I taki właśnie był. Fincher ma dar do tego typu kina, bardzo dobrze pokazuje sceny morderstw, w nich naprawdę czuć to napięcie między postaciami. Tak naprawdę przez połowę filmu byłam pod dużym wrażeniem. Niestety, finalnie obraz był dla mnie trochę za długi (2h 38 min), co skutkowało momentami bardziej nużącymi. Na pewno ciekawe jest to, że historia oparta jest na faktach, co tym bardziej nadaje całości atmosfery grozy. Na dodatek aktorsko nie ma tutaj na co narzekać, każda rola zagrana jest bardzo rzetelnie. Osobiście najbardziej podobał mi się Mark Ruffalo, ale mogę mieć do niego po prostu słabość.

Moja ocena: 7/10


Doktor Żywago (1965)
Kilka lat temu widziałam jak ten film ogląda moja mama i już wtedy przyciągnął moją uwagę. Lubię takie stare produkcje, rozgrywające się na przestrzeni lat, toteż w końcu udało mi się go obejrzeć.
Jurij Żywago (Omar Sharif) jest świeżo upieczonym lekarzem, który ma piękną narzeczoną i ustawione życie. Kiedy w Rosji rozpoczyna się rewolucja zostaje wysłany na front jako lekarz. Tam poznaje piękną Larę Antipową (Julie Christie).
Bardzo ciekawa jest historia pierwowzoru tego filmu. Powstał on na podstawie książki Borisa Pasternaka, który za swoje dzieło otrzymał Literacką Nagrodę Nobla. Jednak władze państwa zabroniły mu przyjmowania tego odznaczenia. Powód jest dość prosty - autor opisał autentyczną sytuację w Rosji. Okazuje się, że patrząc na komunizm z boku, przez pryzmat filmu, wcale nie wydaje się on tak dobrym wyborem. Ten film ma wszystko co lubię w starszych produkcjach. Jest tutaj nieszczęśliwa miłość, barwne postaci, które nie zawsze postępują w dobry sposób, no i zarys historyczny. Dodając piękne zdjęcia wschodniego kraju i muzykę otrzymujemy przyjemnie spędzone ponad trzy godziny seansu. Jeżeli ktoś w takich klimatach dobrze się czuje to polecam!

Moja ocena: 8/10

Godzina wilka (1968)

Nie wiem czy ktoś z Was kiedykolwiek oglądał wywiady ze znanymi polskimi aktorami/reżyserami na temat ich gustów filmowych. Jeżeli tak, to na pewno słyszeliście o Ingmarze Bergmanie.
Johan Borg (Max von Sydow) mieszka w małym domku na uboczu ze swoją partnerką Almą (Liv Ullmann). Mężczyzna jest malarzem, którego dręczą przerażające wizje.
Pamiętam jak kilka lat wstecz zastanawiałam się co może takiego być w Bergmanie, że wszyscy tak go cenią. Powoli zaczynam to rozumieć, choć wiele jeszcze przede mną (Godzina wilka to drugi jego film, jaki widziałam). Bergman to dla mnie reżyser, który przenosi magię teatru na ekran telewizora. Film Godzina wilka jest bardzo kameralny, skupia się na postaciach dwójki partnerów. Każde wypowiedziane przez ich słowo, każde ujęcie przepełnione są symboliką, która czasami mnie przerastała. Bergman zmusza widza do pełnego skupienia się na filmie i każdym szczególe, który wnosi nową interpretację całości. Na dodatek buduje pełen napięcia klimat, wizje malarza stają się coraz bardziej przerażające, a wszystko prowadzi do intrygującego finału. Moim zdaniem warto nadrabiać klasyki kina, a filmy Bergmana powinny być na liście do obejrzenia każdego kinomana.

Moja ocena: 8/10


Oprócz tego obejrzałam:
  • Więzień labiryntu: Próby ognia (2015) - już wiem, że dobrze postąpiłam nie kontynuując przygody z książkami Dashnera. Dla mnie druga część jest o wiele słabsza od jedynki, fabuła rozwinęła się w dość banalnym kierunku, a całość mnie nudziła. Jedyny plus to przystojny Dylan. (4/10)
  • Triszna. Pragnienie miłości (2011) - pozycja, którą warto obejrzeć jeżeli interesujecie się Indiami. Ładne zdjęcia i muzyka, do tego dobrze zagrana postać przez Freidę i poruszenie istotnego tematu. Niestety chwilami przynudza, ale końcówka wynagradza. (6/10)
  • Ta nasza młodość (2014) - lubię Baumbacha, ale ten film wydaje się być jego najgorszym, z tych które widziałam. Obecność znanej obsady nie podciągnęła ogólnego wrażenia - trochę wiało nudą. (6/10)
  • Mistress America (2015) - ten film bardziej mi się spodobał, pewnie dlatego, że z Baumbachem współpracowała Greta Gerwig, która idealnie sprawdza się w jego produkcjach. Przyjemny film o dorosłej kobiecie, która nie potrafi znaleźć swojego miejsca w świecie. Warto (7/10)
  • Zimowy sen (2014) - tylko dla zagorzałych kinomanów, bo trwa ponad trzy godziny, a akcji w nim niewiele. Przyznam, że miałam momenty kiedy mózg mi się wyłączał i gubiłam się w tematach poruszanych przez bohaterów, ale ogólne wrażenie dobre. Bohaterowie wysuwają ciekawe argumenty na tematy dotyczące każdego z nas. (7/10)
  • Zabójstwo (1956) - obejrzałam ze względu na moje wyzwanie filmowe, jako odpowiedź do "film noir". Wczesny Kubrick mnie zaskoczył, ponieważ film był taki... normalny? Ciekawa zagadka, role dobrze zagrane, a całość wciąga. (7/10)
  • Afonia i pszczoły (2009) - ja po prostu mam słabość do Jana Jakuba Kolskiego. Przyznaję, że jego najlepsze filmy to te starsze (Jańcio Wodnik!), ale zawsze dobrze mi się ogląda jego produkcje. Intrygujące, poruszające ważkie problemy, ale zarazem takie przyjemne w odbiorze. (8/10)
Widzieliście któryś z tych filmów? Może macie jakieś tytuły, które mi polecicie? :)

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka