środa, 13 marca 2019

Kostucha na urlopie - „Rozterki śmierci” Jose Saramago



*Rozterki śmierci*
Jose Saramago

*Język oryginalny:* portugalski
*Tytuł oryginału:* As intermitencias da morte
*Gatunek:* realizm magiczny
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2005
*Liczba stron:* 272
*Wydawnictwo:* Rebis
Oprócz kwestii śmierci, panie, jeśli nie zaczniemy znowu umierać, nie będzie dla nas przyszłości.
*Krótko o fabule:*
Znienawidzona przez ludzkość, sfrustrowana śmierć postanawia porzucić swoje zajęcie. To zaskakujące wydarzenie początkowo wydaje się błogosławieństwem, by później odsłonić skomplikowane zależności pomiędzy Kościołem, Państwem i zwykłym codziennym życiem.
- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Kiedy zapytasz przypadkowo spotkaną osobę czego najbardziej się boi, bardzo prawdopodobne, że jej odpowiedź będzie brzmiała: śmierci. To niezbadane, tajemne zjawisko, koniec naszego bytu, takiego jakim go znamy niezmiennie nas przeraża. Jest równocześnie nieusychającym źródłem inspiracji dla twórców, bo chyba trudno znaleźć coś bardziej niezbadanego i mistycznego niż śmierć. Tym razem za jej temat zabrał się zdobywca Literackiej Nagrody Nobla, Jose Saramago.

Skoro wszyscy tak bardzo się jej boimy i staramy się za wszelką cenę jej uciec, to zastanówmy się nad tym co by było gdyby śmierć zrobiła sobie wolne. W Rozterkach śmierci tak właśnie wygląda punkt wyjścia: społeczeństwo pewnego fikcyjnego państwa z dnia na dzień przestaje umierać. Po prostu, wczoraj do północy ludzie normalnie kończyli swój ziemski żywot, ale gdy wybiła dwunasta zgony się zatrzymały. Można powiedzieć, że śmierć spakowała walizki i wyjechała na (z dawna upragniony) urlop. Z takim tematem fabuła może pójść w naprawdę różne strony. Saramago postanowił skupić się na dość realistycznych problemach związanych z brakiem śmierci. Rozłożył je na części pierwsze i zastanowił się kto na tym zjawisku ucierpi, a kto może zyskać. A także jak wpłynie to na życie ważnych, wysoko postawionych ludzi i szarych mieszkańców państwa.

Pierwsza część książki opiera się właśnie na tego typu rozważaniach. Początek szybko łapie uwagę czytelnika i z przyjemnością przyjrzymy się razem z autorem problemowi wiecznego życia. Przede wszystkim nieśmiertelność nie jest tutaj kolorową bajeczką czy fantastyczną historią. Ludzie nadal się starzeją, nadal chorują, trafiają do domów spokojnej starości. Problemem jest tylko odejście z tego świata, bo nieważne jak bardzo by niedomagali to Kostucha uparcie nie przychodzi. Ale człowiek, jak to człowiek, obejście znaleźć musi. Więc już po chwili poznamy pierwszą rodzinę, która pakuje starego, niedomagającego ojca na wóz i wywozi go poza granice państwa, gdzie ten może w końcu spokojnie umrzeć.
„By The Death Bed” Edvard Munch, 1896, źródło
Ciekawe jest to podejście do śmierci. Powiedziałabym, że wręcz trochę uspokajające. Pogoń za nieśmiertelnością według Saramago do niczego nam nie posłuży, chociaż zawsze znajdzie się ktoś, kto będzie chciał na tym zarobić. W przypadku Rozterek śmierci tym kimś będzie tajemnicza grupa nazywana „maphią”, która zajmie się przewożeniem umierających na granice kraju w celach dokonania ich żywota. Najbardziej jednak interesujące są dywagacje ludzi z różnych grup społecznych. Politycy zastanawiają się jak ta nowa sytuacja wpłynie na ich wizerunek i czy lepiej przymykać oko na niektóre działania maphii czy je ukrócać. W najgorszej sytuacji jest religia - bo fakt, że śmierć zrobiła sobie wolne zabiera im trochę sens istnienia. W końcu to kolejne życie ma być naszą nagrodą za sprawowanie się na Ziemi. Ale jeżeli nie umrzemy, to po co nam religia?

Niewiele stron ma ta książka, ale w pewnym momencie zdołała mnie zmęczyć. Saramago używał takiego stylu, przy którym nie można być rozpraszanym, szczególnie czytając fragmenty, gdzie występowały dyskusje. Brak tutaj podziału na kto i co powiedział. Po prostu odpowiedź drugiej osoby zaczyna się od wielkiej litery, a znaków interpunkcyjnych powinniśmy się domyśleć. Przywodzi to na myśl strumień świadomości, który znam z twórczości Virginii Woolf.
Początek był wciągający przez pomysł i reakcje różnych grup na sytuację, ale gdzieś zbliżając się do połowy zaczęłam tracić początkową ekscytację. Na szczęście wtedy Saramago bierze kolejny zaskakujący zakręt w historii, a na scenę wprowadza nową postać - śmierć we własnej osobie.

W książkach z gatunku realizmu magicznego zawsze lubię tę odwagę w kreowaniu naszego świata połączonego z niecodziennymi, czarownymi zdarzeniami. Saramago to już wyższa półka literacka, w swojej książce będzie poruszał problemy demograficzne i finansowe, zwróci uwagę na takie aspekty, na które byśmy nie wpadli w kontekście zniknięcia śmierci. A on wpadł. Dlatego uważam, że warto. Może nie jest to książka dla każdego, ale warto dać jej szansę.
Dodatkowo, czy tylko ja odnoszę wrażenie, że jest tutaj przesłanie, iż jedynym zwycięzcą nad śmiercią jest sztuka? Chociaż możliwe, że wyprowadzam zbyt daleko idące wnioski. Hm?

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka