poniedziałek, 5 lutego 2018

O pożądaniu - „Tamte dni, tamte noce” André Aciman


*Tamte dni, tamte noce*
André Aciman

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* Call Me by Your Name
*Gatunek:* literatura piękna
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2007
*Liczba stron:* 300
*Wydawnictwo:* Poradnia K
To twoja sprawa, jak pokierujesz swoim życiem, ale pamiętaj, że nasze dusze i ciała są nam podarowane tylko raz. Większość ludzi zachowuje się tak, jakby mieli dwa życia, oryginał i kopię. Już nie mówiąc o wszystkich wariantach pośrednich. Ale życie jest tylko jedno i zanim się obejrzysz, twoja dusza jest zużyta, a na twoje ciało od pewnego momentu nikt nie ma ochoty patrzeć, a tym bardziej zbliżać się do niego.

*Krótko o fabule:*
Nastolatek Elio spędza wakacje we Włoszech, czytając i grając na pianinie. Jego ojca, uniwersyteckiego profesora, odwiedza pracujący nad doktoratem stypendysta, Amerykanin Oliver. Elio musi oddać gościowi swój własny pokój, jest więc do niego początkowo uprzedzony, uważa go za uzurpatora i aroganta. Ten stosunek z czasem ulega zmianie, pojawia się fascynacja mężczyzną, która przybiera na sile. 
- opis wydawcy 


*Moja ocena:*
Już we wrześniu zeszłego roku uslyszałam po raz pierwszy o Call Me by Your Name - film pojawił się na festiwalu kina Nowe Horyzonty we Wrocławiu. I, wnioskując z wielu opinii, zrobił bardzo dobre wrażenie. Później było coraz lepiej - tytuł małymi kroczkami zaczął wspinać się na filmowe szczyty, zdobywając coraz to nowe nominacje. Najświeższą są te do Oscara dla najlepszego filmu, aktora pierwszoplanowego i najlepszego scenariusza adaptowanego. Nic więc dziwnego, że gdy usłyszałam o wydaniu pierwowzoru książkowego w Polsce, to od razu zechciałam się z nim zapoznać. 

Tamte dni, tamte noce to historia specyficznego zauroczenia. Nazywanie jej jednak romansem byłoby krzywdzącym niedopowiedzeniem. Proza Acimana wymyka się zgrabnie ramom tego gatunku, pozostając jednocześnie historią miłosną dwójki osób. Jednak, pomimo tego, że główną osią jest relacja Elio z Oliverem, to nie czujemy się, jakbyśmy czytali zwykłego romansu - tutaj ukrywa się coś więcej. Wydaje mi się, że spora w tym zasługa umiejętności operowania słowem przez autora. Tłumacz miał trudne zadanie - już sam tytuł, który w oryginale mocno nawiązuje do treści książki został tutaj spłycony. Podobnie ma się sprawa z typowym pożegnaniem Olivera, czyli „later!”, które w przypadku polskiego „później!” traci na znaczeniu. Jednak poza takimi oczywistymi trudnościami, książka napisana jest stylem, który niesie ze sobą spory ładunek emocjonalny. Całość relacjonowana jest w narracji pierwszoosobowej, której bohaterem jest młody Elio. Uważam, że było to świetne zagranie ze strony autora. Możemy wraz z nim przejść przez wszystkie fazy pożądania, obserwując zachowania Olivera - początkową obojętność, pojawiające się oznaki zainteresowania - jednocześnie próbując go zrozumieć i przewidzieć jak potoczą się losy tej dwójki. 
źródło
Dawno nie uwierzyłam w prawdziwość jakiejś postaci, tak jak uwierzyłam w Elio. Naprawdę czułam się, jakby ten siedemnastolatek, z jednej strony bardzo dojrzały na swój wiek, z drugiej popełniający wszystkie znane błędy poszukiwającego młodzieńca, pisał tę książkę, jako swój osobisty pamiętnik. Bardzo podoba mi się podejście autora do nastoletniego chłopaka. Niestety, coraz częściej w literaturze młodzieżowej możemy spotkać bohaterów, którzy żyją tylko szkolnymi miłostkami i plotkami. Dlatego tak odświeżająco było przeczytać książkę, ze świetnie wykreowanym młodym chłopakiem, który też przeżywa te miłostki (bo to jest w końcu wpisane w ten okres naszego życia), ale oprócz tego wdaje się w dyskusje o antycznej literaturze, zaczytuje się w klasykach, a wolny czas spędza przy instrumentach, starając się zrozumieć Haydna czy Bacha. Jednocześnie to nastolatek z krwi i kości, którego pożądanie potrafi zrozumieć każdy, kto sam kiedyś w podobny sposób pragnął drugiej osoby. Momentami możemy czuć się lekko zażenowani opisywanymi sytuacjami, czy wyobrażeniami chłopaka, ale chwilę później dochodzimy do wniosku, że taka jest właśnie rzeczywistość, a niewielu autorów ma odwagę o niej równie dosadnie pisać. Dlatego warto chyba przestrzec, że ta książka skierowana jest raczej do starszego czytelnika.

Jestem pod sporym wrażeniem tego, jak autor wymyślił całą historię. Tutaj każdy element sprawia, że słowa napisane na kartce papieru, wywołują w nas dreszcze i pobudzają zmysły. Pierwszym świetnym pomysłem było umieszczenie akcji powieści we Włoszech. Niemal czujemy panującą tam duchotę, te parne noce, wyciskające z bohaterów litry potu, wycieczki nad morze w celach schłodzenia. Kolejna rzecz to uczucie, pojawiające się bardziej jako popęd seksualny. Elio i Oliver nie flirtują ze sobą, nie bawią się w podchody. Tutaj po prostu możemy wyczuć tę elektryzującą więź - dotknięcie ramienia podczas meczu tenisa, może przerodzić się w sensualne, zmysłowe doznanie. Podobały mi się również rozwiązania fabularne, jak wyjazd dwójki do Rzymu. Spontaniczny weekend ponownie odbiega od typowego romantycznego rendez-vous, to raczej czas spędzony wśród artystów i dyskusje do późnych godzin nocnych.

Tamte dni, tamte noce to oryginalna powieść o pożądaniu. Nie wiedziałam, że książka z nurtu LGBT może nieść ze sobą taką masę zmysłowości, a zarazem być tak do bólu prawdziwa. Autor perfekcyjnie kreuje swoich bohaterów, nie wpadając przy tym w żadne schematy. Nastolatek Elio jest całkowicie absorbujący, tak samo jak tajemniczy Oliver - razem tworzą niezapomniany duet. Drugi plan jest zresztą równie ciekawy (rodzice chłopaka!). I jeszcze to zakończenie! Powoli rozbijało moje serce na kawałki. Teraz pozostaje wybrać się do kina na ekranizację. 

Moja ocena: 8/10

Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Poradnia K




Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka