niedziela, 11 lutego 2018

Magiczne podróżowanie - „Sztylet rodowy” Aleksandra Ruda

To ostatnia książka, którą przeczytałam w 2017 roku. Jak widzicie pojawiło się spore opóźnienie w napisaniu opinii i brakowało mi świeżych emocji po lekturze ;)
*Sztylet rodowy*
Aleksandra Ruda

*Język oryginalny:* rosyjski
*Tytuł oryginału:* Родовой кинжал
*Gatunek:* fantastyka
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2011
*Liczba stron:* 368
*Wydawnictwo:* Papierowy Księżyc
Ja na przykład nigdy długo nie rozmyślam nad przyszłością. Bo i po co? Tak czy siak przyjdzie i na pewno nie taka, jak sobie to wymyśliłeś.

*Krótko o fabule:*
Co zrobić jeśli wraz z końcem wojny skończyły się też marzenia o wspaniałej karierze i chwale, twoje cokolwiek ograniczone zdolności magiczne nie są nikomu potrzebne, a w kieszeniach świecą pustki? Oczywiście zostać królewskim posłańcem, do obowiązków którego należy odwiedzenie regionów kraju i sprawdzanie dokumentów podatkowych. To nic, że do towarzystwa dostaniesz zakochanego trolla, tchórzliwego krasnoluda, bezczelną wojowniczkę i elfa, który utracił wiarę w piękno. I jeszcze kapitan królewskiej armii patrzy z góry i nie daje chwili wytchnienia!   
- opis wydawcy 


*Moja ocena:*
Pamiętam ten dzień, kiedy niechcący natknęłam się w bibliotece na książkę Aleksandry Rudy. Było to Odnaleźć swą drogę i ta pozycja szybko odnalazła drogę do mojego serducha. Do tej pory wspominam ją z sentymentem. Umiliła mi kilka długich wieczorów, wciągnęła w swój magiczny świat i zostawiła po sobie ciepły uśmiech na twarzy. Ubolewałam nad tym, że wyszedł jeszcze tylko drugi tom, a reszta już polskiej premiery się nie doczekała. Zrozumiałe jest więc, że kiedy usłyszałam o innej książce tej autorki to bardzo chciałam ją dorwać i przeczytać. Szczególnie, że akurat miałam ochotę na porcję literatury typowo rozrywkowej, przy której będę mogła się po prostu dobrze bawić. 

Zasiadłam do lektury z prostymi oczekiwaniami - chciałam umilić sobie czas, polubić bohaterów i kibicować im w kolejnych przygodach. Niestety, okazało się, że książka tym kilku założeniom nie sprostała. Problem pojawia się już na samym początku kiedy przedstawieni nam zostają kolejny bohaterowie. Na pierwszy ogień idzie Mila, czyli nasza główna postać. Niestety, jej charakter przez całą książkę był dość mdły i moim zdaniem, jest po prostu za mało ciekawa jak na główną bohaterkę. Widzę w niej pewne cechy wspólne z Olgą z Odnaleźć swą drogę, jednak tamta swoją nieporadnością przekonywała do siebie, a Mila raczej odpycha. To miła osóbka, ale tak typowa, że aż odstręczająca. Wystarczy powiedzieć, że po lekturze ciężko mi powiedzieć o niej coś więcej.

Drugi plan też raczej nie pomaga. Troll beznadziejne zakochany w Mili od pierwszego wejrzenia i broniący jej przed wszystkimi, to postać bardzo naciągana. Chwilami oczekiwałam, aż się okaże, że po prostu stroił sobie żarty z dziewczyny i oczywiście, tak naprawdę to wcale nie chce jej za swoją żonę (chociażby dlatego, że wcale jej nie zna?). Persik, czyli krasnolud, bojący się wszystkich i wszystkiego, spokojnie wygrałby w plebiscycie na najbardziej irytującą postać. Szczerze miałam nadzieję, że drużyna w końcu zostawi go którymś zajeździe i życzy powodzenia na dalszej drodze życia. Intrygująco wypadł Jaromir, czyli szef całej wędrownej trupy. Wywodzi się z wysokiego rodu, a jednak wybrał życie królewskiego posłańca, dbającego o spokój i ład na granicach. Szkoda, że jego charakter zostaje podeptany przez decyzję z zakończenia książki. Spodobał mi się również Daezael, czyli elf z wieczną depresją.

Aleksandra Ruda kroczy sprawdzonymi przez siebie ścieżkami. Wybiera postaci z różnych ras i stara się przekręcić ich charakter, tak żebyśmy mogli zobaczyć oryginalne podejście do gatunku. Teraz widzę, że czasami się to sprawdza, ale czasami odczuwamy przesyt. W przypadku elfa, noszącego włosy zaplecione w warkoczyki, wciąż narzekającego na jakość swojego życia i lubującego się w obserwowaniu wszelkich objaw chaosu i destrukcji, kreacja się autorce udała. Gorzej ma się sprawa z krasnoludem-maminsynkiem, który wzbudza sporo negatywnych emocji. 

Zauważycie pewnie, że rozpisałam się o bohaterach - a to dlatego, że oni tutaj grają pierwsze skrzypce. Fabule brakuje jakiejś głównej ścieżki, celu, do którego miałyby postacie dążyć. Toteż, dostajemy raczej zbiór opowiadań, w którym możemy bliżej poznać poszczególne osoby. Możliwe, że w drugiej części całość dostanie konkretny kierunek, a pierwsza była po to, żebyśmy mogli poznać i polubić bohaterów. 

Jeżeli chodzi o świat przedstawiony, to niewiele się o nim dowiadujemy. Poza tym, że akcja dzieje się świeżo po wojnie, po podpisaniu traktatów pokojowych, a na granicach grasują różne stwory. Wydaje mi się, że autorka stwierdziła, że świat przedstawiony nie jest tutaj tak ważny i nie warto poświęcać mu więcej uwagi. Szkoda, bo kiedy pojawiają się jego nowe elementy, jak wizyta na dworze szlacheckim, zaczynały wyłaniały się interesujące wątki. Może kolejna część pozwoli na głębsze poznanie tego świata. 

To, czego nie da się przeoczyć, to na pewno lekkie pióro autorki. Książkę pochłania się błyskawicznie, a przy tym sporo w niej humoru, czyli nieodłącznego atrybutu Aleksandry Rudy. Wydawała mi się mniej zabawna niż Odnaleźć swą drogę, ale powodem tego mogła być różnica wieku, w którym czytałam te dwie książki (wcześniejsze powieści autorki dorwałam jako świeżo upieczona dwudziestolatka). 

Trudno mi Wam polecić książkę Sztylet rodowy. Moim zdaniem autorkę stać na więcej i jeżeli macie ochotę na przyjemną i wciągającą przygodę, to sięgnijcie raczej po inną, napisaną przez nią serię. Kto wie, może wydawnictwo pokusi się o wydanie kolejnego jej tomu? (Z tego co wiem, to wyszły tylko dwa: Odnaleźć swą drogę i Wybór). A co do przygód Mili, to nie jestem pewna czy będę chciała poznać ich kontynuację w następnych częściach. Na teraz, na pewno nie mówię: nie. 

Moja ocena: 5/10

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka