poniedziałek, 22 marca 2021

„Do gwiazd” i „Wśród gwiazd” Brandon Sanderson – rozrywka w klimacie „Gwiezdnych wojen”

Do gwiazd i Wśród gwiazd
Brandon Sanderson

Gatunek: fantastyka młodzieżowa
Rok pierwszego wydania: 2018, 2019
Liczba stron: 606 i 550
Wydawnictwo: Zysk i S-ka

Ludzie potrzebują opowieści, dziecko. One dają nam nadzieję i ta nadzieja jest rzeczywista.

Opis wydawcy

Świat Spensy jest atakowany od setek lat. Obcy zwani Krellami przypuszczają jeden powietrzny atak za drugim, prowadząc niekończącą się kampanię, której celem jest zagłada ludzkości. Jedyną obroną przed nimi są eskadry myśliwców walczące z wrogiem w przestworzach. Piloci są bohaterami niedobitków ludzkiej rasy.


Moja recenzja

Jeżeli prześledzić moje ostatnie przygody z książkami napisanymi przez Brandona Sandersona to można zauważyć, że początkowy zachwyt jego twórczością trochę osłabł. Wcześniej każda pozycja wzbudzała we mnie duże emocje, pokochałam autora za Archiwum Burzowego Światła, później zachwyciłam się serią Z mgły zrodzony, a Rozjemcą i Elantris udowodnił, że jest jednym z najlepszych współczesnych pisarzy, zajmujących się gatunkiem fantastyki. Mój pogląd uległ lekkiej zmianie wraz z pierwszą częścią serii Mściciele, Stalowym sercem. W moich oczach nie reprezentowała ona poziomu, do którego przywykłam w przypadku książek tego autora. Podobnie było zresztą z komiksem Biały piasek. Nie ma jednak mowy, żebym mogła do twórczości Sandersona się zrazić, także poszukując kolejnej przyjemnej lektury wybór padł na dwa tomy młodzieżowej serii Skyward.

Nie będę trzymać nikogo w niepewności – autor znowu mnie swoją historią oczarował. Najlepsze w nowej serii jest to, że zupełnie się jej nie spodziewałam po Brandonie Sandersonie. Pokazał się już jako pisarz z ogromną wyobraźnią, który świetnie radzi sobie w klimatach epic fantasy, w kreowaniu tego typu światów przedstawionych. Natomiast w przypadku Do gwiazd mamy do czynienia z młodzieżowym science-fiction, które mocno przypomina sagę Gwiezdnych wojen. Główna bohaterka chce zostać pilotką myśliwców, jej lud jest atakowany przez tajemniczych przybyszów z innej planety, w kolejnej części dowiemy się więcej na temat prób eksterminacji ras, zamieszkujących galaktykę, a do tego sporo miejsca zajmują fragmenty humorystyczne z obowiązkowym przyjacielem w postaci zabawnego robota. Powiedzcie sami, czy to nie brzmi jak kolejna część Gwiezdnych wojen?

W pierwszym tomie, Do gwiazd, autor sprawną ręką wprowadza nas w świat przedstawiony. Wciąż popychając akcję do przodu, mimochodem tłumaczy dlaczego ludzie znaleźli się na obcej planecie, kto jest kim w zhierarchizowanej społeczności, jak wygląda sytuacja z podróżami międzygwiezdnymi. Jednocześnie nie zapomina o budowaniu charakteru głównej postaci. Początek nie jest może szczególnie frapujący, ale po pewnym czasie czytelnik wciąga się w ten świat i nie chce go opuszczać. 

Spensa, nasza narratorka, to dość buńczuczna nastolatka, z ogromnymi aspiracjami, która potrafi odpyskować, a nawet zadać cios, gdy ktoś nastąpi na jej odcisk. Często postępująca pod wpływem chwili, nie myśląca o konsekwencjach, lubiąca popisywać się przed innymi. Jest to też postać pełna bólu i tęsknoty, skrzywdzona przez otoczenie, naznaczona od dzieciństwa, próbująca poradzić sobie z trudami dorastania. Co jak co, ale Brandon Sanderson nawet pełną wad nastolatkę potrafi tak rozpisać, że trudno nie zachwycić się niuansami jej porządnie zbudowanego charakteru.

fragment zagranicznej okładki, źródło

Każdy z bohaterów został wykreowany z pełną świadomością odegrania konkretnego zadania w historii po autorze możemy się spodziewać, że nie ma tutaj niepotrzebnych wątków. W pierwszej części oprócz zróżnicowanej grupy postaci z eskadry Spensy, poznamy też bliżej jej rodzinę i przyjaciół. Warto wspomnieć o świetnym wątku babci, która raczy nas licznymi opowieściami, jest odpowiednikiem mędrca-przewodnika, takim głosem przeszłości. Kobieta przekazuje wnuczce, że bez wiedzy o czasach minionych jesteśmy niekompletni. Szybko również obdarzymy sympatią tajemniczego oślizgłego ślimaka, który jest zwierzątkiem Spensy, trochę przypominającym postacie z bajek Disneya. Taki odpowiednik szopa Meeko w Pocahontas czy Rajah, tygrysa Jasminy z Alladyna. Tytuł najlepszej postaci wędruje jednak do sztucznej inteligencji zamkniętej w myśliwcu  M-Bot rządzi. 

We Wśród gwiazd historia zaczęła podążać niespodziewanym torem. Autor zaryzykował, porzucił fragment świata przedstawionego, skupił się na jego poszerzeniu, a Spensa wykorzystuje pewną bombę fabularną do kolejnego spontanicznego wypadu pod tytułem „sama jedna wyruszam uratować świat”. Grupa głównych bohaterów ulega przetasowaniu, wielu poznanych we wcześniejszej części zostaje odsuniętych na dalszy plan, a na ich miejsce wskakuje nowa ekipa. Miałam z tym zabiegiem na początku problem, bo jednak nie po to tworzy się mocne podwaliny jakiejś postaci, żeby ją później porzucić. Oczywiście, okazuje się, że Sanderson ma to wszystko dobrze przemyślane – o to możemy być spokojni.

Ten zarzut jest jednak małą kroplą w morzu świetnej rozrywki, którą serwuje nam autor. W obu częściach akcja została sprawnie poprowadzona, bo będzie miała momenty zwolnienia, w których poznamy przemyślenia Spensy i przyjrzymy się rozwojowi jej znajomości z innymi postaciami, ale balans zostanie utrzymany  Sanderson dokładnie wie kiedy akcja powinna nabrać rumieńców, w którym momencie przychodzi ten czas, gdy nie będziemy chcieli książki odłożyć, dopóki nie poznamy rozwiązania. Jednocześnie autor nie zapomina o przesłaniu. Pierwszy tom pokaże nam różne oblicza odwagi, będziemy mogli zastanowić się czy bohaterem jest ktoś, kto bezsensownie traci życie czy ten który „tchórzliwie” ratuje się z opresji, żeby przeżyć kolejny dzień. Fabuła Wśród gwiazd natomiast pozwoli przyjrzeć się drugiej stronie barykady, czyli poznamy bliżej przeciwników ludzi. Zobaczymy, że po drugiej stronie także są czujące istoty, nieróżniące się wiele od człowieka. Świetnie sprawdza się w tej części także wątek wojny jako politycznej zagrywki. I wszystkie te przesłanki są sprawnie wplecione w wartką fabułę.

Kończąc Wśród gwiazd najchętniej zanurkowalibyśmy w kolejny tom przygód Spensy, przychodzi jednak moment ubolewania, że trzeba na niego jeszcze trochę poczekać. Jedno jest pewne  po przeczytaniu tych książek (może momentami schematycznych, zawierających sporo typowo młodzieżowych zagrywek) na pewno sięgniemy po kolejne części. Trudno bowiem znaleźć w gatunku fantastyki młodzieżowej lepsze pozycje.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka