niedziela, 19 lutego 2017

Nauczyciel na tropie, czyli opinia o serialu „Belfer”

Można powiedzieć, że ostatni rok był naprawdę dobry dla polskiego serialowego świata. Zazwyczaj zalewani jesteśmy papką na tematy damsko-męskie, ze słabo rozpisanymi postaciami i oczywiście zagranymi przez wciąż te same gęby aktorów (swoją drogą emitowane przez polską telewizję w najbardziej dogodnych porach). W tym roku jednak trochę się działo, a ja od jakiegoś czasu słyszałam bardzo dużo pozytywnych opinii na temat dwóch tytułów - Belfra oraz Artystów. O tym drugim będzie w swoim czasie, a dzisiaj kilka słów na temat produkcji Canal +. 
Belfer to historia Pawła Zawadzkiego (Maciej Stuhr), który przyjeżdża objąć stanowisko nauczyciela języka polskiego w małej miejscowości - Dobrowicach. Tak się akurat składa, że w tym czasie doszło tam do morderstwa uczennicy liceum, Asi Zalewskiej (Katarzyna Sawczuk). Zawadzki zaczyna prowadzić śledztwo na własną rękę.
Serial mnie po prostu rozczarował. Możliwe, że przez te wszechobecne zachwyty nad produkcją Canal+ nastawiłam się na naprawdę wciągającą historię, umiejscowioną w polskich realiach, ale czerpiącą z najlepszych zagranicznych seriali kryminalnych. Niestety, twórcy chcieli „za bardzo”, przez co wiele aspektów Belfra po prostu mi zgrzytało.
Przede wszystkim brakowało mi porządnie rozpisanych postaci i naturalnych dialogów. Scenarzyści się nie postarali i w naprawdę wielu miejscach wieje na kilometry sztucznością, postaciami zrobionymi na pokaz. Najlepszym przykładem jest Johnny, którego gra Sebastian Fabijański. Jego postać zajmuje się szemranymi sprawami, na posyłki ma dwóch pomagierów, jeździ klimatyczną furą, pali papierosy, wciąż nosi okulary przeciwsłoneczne (aviatorki, a jakże inaczej!), do tego na grzbiecie czarna skóra i specyficzny sposób wysławiania, typowego badboya. Schematyczne do bólu, na dodatek cały wątek mafijny wydaje się naciągany i mnie po prostu nudził.
Całości broni fabuła, która jednak potrafi zaciekawić. Widz chce się dowiedzieć co stało się z Asią Zalewską i przyjmuje różne scenariusze finału, stara domyślić się kto stoi za zbrodnią. Niestety, zaserwowane rozwiązania, są na tyle nieprzyswajalne, że ostatnie odcinki oglądaliśmy już na przyspieszeniu, tylko żeby poznać finał. A i ten rozczarował. Osoby, która niejako stała za całą sprawą, domyśliłam się dość wcześnie, a sama relacja z wydarzeń poprzedzających zbrodnię jakaś taka sklecona na szybko, bez większych zaskoczeń.
Po przeczytaniu obsady serialu można pokiwać głową z uznaniem - mnóstwo tam głośnych polskich nazwisk, z Maciejem Stuhrem na czele. Oprócz tego doszukałam się kilku aktorów, których osobiście bardzo cenię, m.in. Helena Sujecka czy Piotr Głowacki. W Belfrze jednak nikt nie robi na mnie wrażenia. Starzy wyjadacze grają co najwyżej poprawnie, żaden z aktorów nie przyciąga uwagi na dłużej (winię tutaj trochę scenariusz i sposób wykreowania postaci). Niestety, największym problemem była dla mnie cała młodzież, na którą samo patrzenie potrafiło rozboleć. Wydawało mi się, że twórcy dawno nie byli w żadnej szkole - każdy z bohaterów był przerysowany. I tak też grali młodzi aktorzy, na siłę starając się eksponować masę emocji, co dawało efekt sztucznych, papierowych bohaterów, w których nikt tak naprawdę nie uwierzy. I serio, WSZYSCY teraz palą papierosy? Mała rzecz, a boli.
Podsumować to mogę w jeden sposób - jeżeli ktoś szuka lepszej wersji serialów znanych z ramówki TVNu, to Belfer będzie dobrym wyborem. To na pewno produkcja lepsza niż Ojciec Mateusz ale czy zasługuje na tyle pochwał (serio, ocena 8.1 na filmwebie?!)? Moim zdaniem nie. I za kolejne sezony podziękuję, nie skorzystam, bo szkoda mojego czasu.

Moja ocena: 4-/10

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka