piątek, 19 lutego 2016

Wielka odpowiedzialność spoczywająca na niewielkiej osóbce, 'Królowa Tearlingu' Erika Johansen

Jak widzicie ostatnio udaje mi się czytać więcej, a to za sprawą przerwy międzysemestralnej. Staram się nadrobić ile mogę, bo tak naprawdę to powinnam zaczynać już pracę magisterską, ale jak to ze mną bywa zostawiam to na ostatnią chwilę.
*Królowa Tearlingu*
Erika Johansen

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Queen of the Tearling
*Tłumacz:* Izabela Mazurek
*Kategoria:* literatura piękna
*Gatunek:* fantasy
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2013
*Liczba stron:* 486
*Wydawnictwo:* Galeria Książki
"-Naśmiewasz się z mojej religii, pani - odparł Tayler odruchowo, lecz bez urazy. [...]
-Naśmiewam się ze wszystkiego co nielogiczne, ojcze."

*Krótko o fabule:*
Kalsea kończy dziewiętnaście lat, co skutkuje dużą zmianą w jej życiu. Do tej pory mieszkała w odosobnieniu z dwójką opiekunów, którzy uczyli ją wszystkich przydatnych rzeczy, które powinna znać przyszła królowa. Osiągając dorosłość Kelsea musi przenieść się do twierdzy, gdzie ma zostać koronowana. Po drodze dowiaduje się wielu faktów na temat jej kraju, Tearlingu, które zostały przed nią ukryte, a na dodatek jej wuj wysyła zgraję zbirów, którzy mają zdobyć jej głowę. Dziewczyna będzie musiała stawić czoła wielu przeciwnościom i spisać się jako przywódczyni.

*Moja ocena:*
Ostatnio sięgając po młodzieżówki często się rozczarowywałam. Czasami bardziej (jak w przypadku Szklanego tronu), czasami mniej (chociażby przy Wybranej), ale zaczęłam uważać, że mam całkiem inny gust od reszty czytelników. Na szczęście wtedy pojawiła się Królowa Tearlingu.
Erika Johansen pochodzi z Kalifornii, ukończyła warsztaty pisarskie na Uniwersytecie Stanu Iowa, a z zawodu jest prawnikiem. Wciąż oddaje się jednak pasji pisania.
Jestem bardzo zadowolona, bo nareszcie dostałam młodzieżową fantastykę, która jest naprawdę porządnie wykreowana i dopracowana. Zachowania bohaterów są przemyślane i logiczne, nie ma ciągnącego się i nużącego wątku miłosnego, a zamiast tego jest wiele wyjaśnień politycznych i praca nad odpowiednim ustrojem państwa! 
Przede wszystkim zaintrygował mnie świat przedstawiony. Nie słyszałam jeszcze o tego rodzaju fantastyce, w której nasi przodkowie zostawiliby współczesne miasta, technologię i rozwój, aby znaleźć nową krainę. Na początku trochę mnie szokowały te wstawki o medycynie, wynalazkach Ameryki i reszcie nawiązań do naszego świata, kiedy powieść utrzymana była w klimatach średniowiecznych. Później jednak zaczęło się to łączyć w całość z Przeprawą na czele. Pomysł oryginalny, może trochę naciągany (statek z większością lekarzy - można było ich przecież porozmieszczać logicznie jakoś? I wszyscy zapomnieli jak działa elektryczność?), ale jakoś podczas lektury mi to nie przeszkadzało.
Autorce trzeba pogratulować za wprowadzenie tajemniczości, którą obrosła fabuła. Czytelnik wciąż stara się domyśleć jakie będą rozwiązania stawianych przed nim zagadek, ale osobiście większości nie odgadłam. Tym lepiej, bo zaskoczenia były spore, a Erika Johansen idealnie radziła sobie z poprowadzeniem niespodziewanych akcji. 
źródło
Kolejnym istotnym punktem byli bohaterowie, którzy znowu świadczą o talencie autorki. Kelsea (w ogóle pięknie wybrane imię) jest młodą dziewczyną z ogromną odpowiedzialnością na barkach. Wiadomo, że czasami ponarzeka też na swój niekrólewski wygląd (nareszcie bohaterka, która do piękności nie należy i lubi porządnie pojeść), ale jest to tak subtelnie wprowadzone w tekście, że nie razi jak czasami w młodzieżówkach. Do tego to przede wszystkim dobrze wychowana młoda dama, która ma wszelkie cechy, których potrzebuje królowa. Chce zmienić państwo, rozwinąć szkolnictwo, jest pełna empatii i daleko jej do próżnych szlachcianek. Normalnie nie uwierzyłabym w taką królową, ale fakt, że od dzieciństwa mieszkała w leśnej chacie, ze srogą nauczycielką Carlin i przekochanym Bartym sprawia, że jej charakter idealnie odzwierciedla nauki tych dwóch opiekunów. 
Jeżeli chodzi o bohaterów drugoplanowych to znajdzie się tam kilka bardzo barwnych postaci. Oczywiście pokochałam Buławę, który jest takim surowym facetem o wielkim sercu, chociaż skrzętnie to ukrywa. Do tego królowa Mortmesne jest zdecydowanie intrygującym antagonistą i chętnie dowiem się więcej na temat jej konszachtów ze złem. 
Jestem również zachwycona tym, że autorka nie lezie ślepo w podział na dobro i zło. To jest coś, co bardzo w  fantastyce cenię, bo tacy czarno-biali bohaterowie zawsze są dalsi od ideału. Tutaj mamy ludzi, których darzymy sympatią, a później okazują się zdrajcami i takich, którzy postępują źle, ale znając powód ich poczynań potrafimy ich zrozumieć.
No i wątek miłosny. Taki tyci-tyci, z bardzo ciekawym mężczyzną, wokół którego jest ogromna aura tajemniczości (chcę wiedzieć o nim więcej!!). Co prawda Kelsea dość szybko wpada w sidła uczucia, ale podoba mi się to, że dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, że ma ważniejsze rzeczy na głowie. 
Styl autorki jest bardzo łatwo przyswajalny, mimo mnogości bohaterów i nazw własnych. Nie miałam problemu w połapaniu się kto jest kim, a wprowadzanie kolejnych postaci zawsze wydawało się poparte logiczną ciągłością powieści. Bardzo podobał mi się wątek religii, który trochę odzwierciedla to, co dzieje się wokół nas (hierarchizacja Kościoła, ludzie prawdziwie wierzący, różne osobowości wewnątrz tej instytucji, niektórzy chcący się wzbogacić, inni będący tam z powołania). 
Podsumowując, od czasów Cinder nie czytałam tak dobrej młodzieżówki, w fantastycznych klimatach. Akcja mnie wciągnęła, bohaterów polubiłam, kreacja świata jest dopracowana, a tajemnice mnożą się jak grzyby po deszczu. Teraz pozostaje mi czekać na kolejny tom i Wam polecić przeczytanie pierwszego!

Moja ocena: 8/10

Wyzwania:

http://bohater-fikcyjny.blogspot.com/2015/12/31-wyzwanie-czytelnicze-2016-konkurs.html








Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka