czwartek, 21 listopada 2019

Walka z poczuciem winy - „Szczygieł” Donna Tartt



*Szczygieł*
Donna Tartt

*Język oryginalny:* angielski
*Tytuł oryginału:* The Goldfinch
*Forma:* powieść
*Rok pierwszego wydania:* 2013
*Liczba stron:* 848
*Wydawnictwo:* Znak Literanova

Ale czasem, niespodziewanie, rozpacz przelewała się przeze mnie falami i wtedy aż brakowało mi tchu; a gdy fale cofały się, spoglądałem na zasolony wrak zalany światłem tak jasnym, tak smutny i pusty, że nie umiałem sobie przypomnieć, czy świat kiedykolwiek nie był martwy.
*Krótko o fabule:*
Theo Decker cudem ratuje się z wybuchu. Z ruin muzeum wykrada niewielki, dziwnie fascynujący obraz. Ulubiony obraz matki, którą stracił w zamachu. Szczygieł będzie towarzyszył Theo w podróży: od ekskluzywnych apartamentów przy Park Avenue po rozpustę półświatka w Las Vegas. Przez zakurzony labirynt podupadającego nowojorskiego antykwariatu po ciemne zakątki Amsterdamu. Obraz, który początkowo jest dla Theo bezcennym skarbem, z czasem sprowadzi go do podziemia handlarzy sztuką i sprawi, że Theo znajdzie się w samym środku śmiertelne niebezpiecznego, zaciskającego się kręgu.

- opis wydawcy 

*Moja ocena:*
Donna Tartt to już trochę żywa legenda w świecie literatury, mimo że na koncie ma dopiero trzy powieści. Warto zwrócić uwagę, że pisanie każdej z nich zajęło jej około 10 lat, ale jeżeli przyjrzymy się ich objętości to od razu widzimy efekty ciężkiej pracy. Jej autorytetem jest Charles Dickens i to z jego twórczości autorka czerpie inspiracje. Stara się odwzorować wiele detali, zarysować mocniej każdą postać, chociażby pojawiającą się tylko na chwilę. Szczygieł to moje pierwsze spotkanie z Donną Tartt i muszę potwierdzić, że bardzo czuć tę skrupulatność i przywiązywanie wagi do szczegółów. Dziesięć lat pracy przyniosło autorce laur w postaci Nagrody Pulitzera za tę powieść.

Szczygieł, jak przypadło na sporą objętościowo powieść, jest pozycją wielowarstwową. Można ją czytać jako historię Theo, który przebija się przez liczne przeszkody na drodze do spokojnego życia. Można jako afirmację sztuki, polemiki na temat podejścia do niej, zastanowienia się dlaczego niektóre rzeczy przeżywają w mentalności ludzkiej dłużej, a niektóre znikają z myśli niemal od razu. Można ją też traktować jako psychologiczny obraz człowieka, który obarcza się winą za śmierć bliskiej osoby, co skutkuje w ciągłym poczuciu zwątpienia.

Dla mnie najciekawszym elementem Szczygła okazał się temat przypadkowości, rozważania na temat zrządzenia losu, przeznaczenia, wpływu ludzi, z którymi się przebywa, z którymi się dorasta. To jest najbardziej intrygująca część powieści i wszelkie dywagacje na ten temat odbierałam na plus. Szczególnie widać to w świetnym początku, do którego Tartt będzie często wracać wspomnieniami bohaterów. Na starcie widzimy jak z kilku ścieżek postacie pod wpływem impulsu, zbiegu okoliczności, nagłej potrzebny wybierają jedną. Theo ze swoją matką lądują w muzeum, gdzie nasz bohater widzi Pippę z wujkiem, co jest typowo przypadkowym spotkaniem, które okaże się kluczowe i będzie żłobić dalszą drogę obojga postaci.

źródło
Chociaż rozumiem fenomen tej książki, to nie będę należała do jej zagorzałych wielbicieli. Przede wszystkim dlatego, że czytanie jej przypominało jazdę kolejką - są momenty, w których sprawnie budowane jest napięcie, emocje buzują, czytelnik zastanawia się co stanie się z bohaterami, ale za chwilę czekają nas momenty zwolnienia, kiedy niewiele się dzieje, a fabuła rozciąga się niepotrzebnie. Co gorsza, czasami wręcz czułam się jakbym czytała kolejną oklepaną powieść obyczajową, na siłę przedłużaną i przegadaną, a jeszcze w innym momencie przynudnawy kryminał. W przypadku Szczygła zupełnie nie rozumiem tego pomieszania gatunków, bo ani to nie wpływało na stopień zaangażowania czytelnika w historię ani nie przekładało się na główną myśl książki. Gdyby powycinać niektóre wątki i przedłużone momenty to byłoby zdecydowanie lżejsze w odbiorze.

Donna Tartt ciekawie buduje portrety charakterologiczne postaci, daje nam sporo informacji na ich temat, z których możemy później zbudować pełen obraz. Główny bohater, Theo, jest człowiekiem zagubionym, podczas swoich przygód często będzie uciekał się w stronę używek, żeby choć na chwilę zapomnieć o stracie. Sytuacja z pierwszych stron książki pociągnęła za sobą zmianę całego jego życia, chłopak w jednej chwili stracił grunt pod nogami. To dlatego kurczowo trzymał się obrazu, który był liną łączącą go z ostatnimi chwilami życia matki. Dla reszty świata obraz to obiekt do podziwiania, piękno pociągnięć pędzla, historyczna sztuka, którą warto znać. Dla Theo to było coś o wiele ważniejszego. Dobrze wypada spojrzenie autorki na podejście do przedmiotu, który dla jednego będzie najcenniejszą rzeczą, a dla innego czymś, o czym za chwilę zapomni.

Wewnętrzna walka głównego bohatera z poczuciem winy, trawiącym go przez całe życie momentami jest angażująca, a momentami wręcz przeciwnie. Warto jednak po książkę sięgnąć chociażby dla podkreślenia problemu wypominania sobie podjętych decyzji, wyborów, które kładą się cieniem na resztę życia. W pewnym momencie już nic nie możemy zrobić, nie cofniemy czasu, a jednak w głowie wciąż widzimy projekcje teraźniejszości, która mogłaby być prawdziwa, gdybyśmy zdecydowali się pójść tamtego pamiętnego dnia inną ścieżką.

Wkrótce do kin wchodzi ekranizacja książki, na którą czekam, pomimo dość chłodnych recenzji. W obsadzie m.in. Ansel Elgort i Nicole Kidman.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka