wtorek, 12 stycznia 2021

„Dziewczyny znikąd” Amy Reed – solidarnie z dziewczynami

„Dziewczyny znikąd
Amy Reed

Gatunek: literatura młodzieżowa
Rok pierwszego wydania: 2017
Liczba stron: 456
Wydawnictwo: Poradnia K

To się nazywa „manosfera”. Tak zwani artyści podrywu, którzy wymieniają się poradami dotyczącymi manipulowania kobietami. Nazywają to „ruchem praw mężczyzn”, ale generalnie zwyczajnie nienawidzą kobiet.

Opis wydawcy
Kiedy Grace dowiaduje się, że mieszkająca wcześniej w jej nowym domu Lucy Moynihan została wykluczona ze społeczności i uciekła z miasteczka, bo miała oskarżyć grupę popularnych miejscowych chłopaków o gwałt, postanawia zawalczyć o sprawiedliwość. Wraz z przyjaciółkami zakłada anonimowe zrzeszenie dziewcząt w Prescott High, które ma się przeciwstawić seksizmowi i kulturze gwałtu wszechobecnej w lokalnej szkole, m.in. poprzez aktywny bojkot wszelkich kontaktów intymnych z mężczyznami. Wkrótce idea przeradza się w ogromny ruch feministyczny, który ma realną moc zmieniania rzeczywistości.


Moja recenzja

W grudniu zeszłego roku poprosiłam partnera o wybranie dla mnie kolejnej lektury. Bez chwili zastanowienia wskazał właśnie tę nowość w domowej biblioteczce – skierowaną do młodzieży książkę autorstwa Amy Reed Dziewczyny znikąd. Chociaż w okresie świątecznym nie miałam zbyt dużo czasu na czytanie, to zaraz po powrocie z rodzinnych spotkań wręcz połknęłam tę książkę właściwie za jednym podejściem. Patrząc wstecz to była zdecydowanie idealna lektura na zwieńczenie 2020 roku.

Historia zaczyna się od przedstawienia sylwetek trzech głównych postaci – uczennic lokalnego liceum. Każda z nich boryka się ze swoimi problemami, które do banalnych nie należą. Na swoje bohaterki Amy Reed wybrała nad wiek dojrzałe i w różny sposób doświadczone przez życie dziewczyny, szybko sprawiając, że wierzymy w ich autentyczność. Klucz do sukcesu tkwi również w krótkich opisach ich codzienności, które pomagają nam poznać ich charaktery i sprawiają, że trzymamy kciuki za ich sukces. Pierwszą poznajemy Grace, która dopiero sprowadziła się do miasteczka, jest cichą i łagodną osobą, której brakuje uwagi ze strony rodziców, zajętych przeprowadzaniem zmian w religijnej społeczności. Kolejną bohaterką jest Rosina, Latynoska pozująca na ostrą babkę, która ma niewyparzony język i umie walczyć o swoje, kiedy pojawi się taka potrzeba. Boryka się z ciężką sytuacją w domu i poświęca dużo czasu dla dobra rodziny, pracując razem z matką w meksykańskim barze. Ostatnia jest Erin, dziewczyna z zespołem Aspergera, ogromna fanka Star Treka, zaintrygowana wszystkim, co związane z biologią i oceanem. Ta dość osobliwa i tak bardzo różniąca się od siebie trójka szybko znajduje wspólny język i cel.

Dziewczyny znikąd to książka młodzieżowa, zatem spodziewałam się lekkiego stylu, nastoletnich problemów i dość szybkiej lektury. Jednak czekało mnie tutaj sporo zaskoczeń. Styl autorki faktycznie należy do lekkich, ale sama treść sprawiała, że brnie się przez tę historię ze sporym ciężarem emocjonalnym. Nastoletnie miłostki pojawiają się tu raczej w tle i daleko im było do jakichś utartych schematów. Książkę czyta się szybko, ale przede wszystkim dlatego, że czytelnik bardzo chce się dowiedzieć, czy głównym bohaterkom uda się osiągnąć swój cel, w ich walce o sprawiedliwość. Autorka Dziewczyn znikąd wzięła to, czego po literaturze młodzieżowej oczekujemy i wyniosła to na wyższy poziom.

źródło

Przyszedł czas, żeby przejść do głównego tematu, który jest najmocniejszą stroną książki i dzięki któremu trafiła ona na moją listę najlepszych lektur zeszłego roku. Centralnym punktem powieści jest założenie klubu, którego członkowie nie zgadzają się na obojętność wobec zeszłorocznej tragedii – jaką był gwałt na uczennicy liceum – w którą nie uwierzyli ani koledzy ze szkoły, ani policja. Zaczyna się od niewinnego spotkania w małym gronie, na które zostają zaproszone dziewczyny z liceum. Rozmawiają o tym, jak są traktowane przez innych, co je boli, jakie zachowania w związkach im przeszkadzają, dowiadują się o doświadczeniach koleżanek i zestawiają je ze swoimi przeżyciami. Powoli nieformalna grupa zaczyna przyjmować większe rozmiary, wybuchają strajki, a więzy solidarności pomiędzy młodymi kobietami zacieśniają się. Czytelnik zostaje pod ogromnym wrażeniem siły i zaangażowania tej grupy – okazuje się, że czasami ktoś musi zrobić pierwszy krok, żeby inni mogli się do niego przyłączyć. Siłę do walki daje poparcie osób, które myślą podobnie, które również nie godzą się na niesprawiedliwość i ucisk

Dla młodych kobiet ta książka to świetna propozycja, która może uświadomić w wielu ważnych sprawach, może być przestrogą i otworzyć oczy na zachowania, które obserwujemy wokół nas, które akceptujemy, bo się do nich przyzwyczailiśmy. Autorka ma wiele ciekawych spostrzeżeń na temat rape culture, do tego przedstawia przykłady dyskryminacji ze względu na płeć, licznych kwestii związanych z patriarchatem, opisuje temat seksu wśród nastolatków i problemów osób LGBT. Wszystko w bardzo przystępny i wciągający sposób.

Często zdarza mi się płakać podczas oglądania filmów. Twórcom kina wystarczy użyć naprawdę niewielu środków, żeby mnie wzruszyć. Za to lektury rzadko wywołują u mnie na tyle silne emocje. W Dziewczynach znikąd autorce to się udało. Bardzo możliwe, że temat był mi po prostu bliski – kobieca solidarność i walka o prawa kobiet okazały się na tyle poruszające, że nie byłam w stanie podejść do tej książki bez emocji. Szczególnie, że miałam jeszcze w pamięci wydarzenia sprzed dwóch miesięcy. Po lekturze Dziewczyn znikąd – tej niepozornej, feministycznej powieści młodzieżowej – pozostaje się przede wszystkim z uczuciem nadziei na sprawiedliwość dla ofiar przemocy. Wprawdzie nie dostajemy tu typowego, pozytywnego zakończenia, ale jest ono realistyczne i zawiera proste przesłanie – najważniejsze, żeby trzymać się razem i nie odpuszczać.

Brak komentarzy :

Publikowanie komentarza

Szukaj w tym blogu

Szablon dla Bloggera stworzony przez Blokotka